czwartek, 18 października 2012

Charlie- recenzja


„Charlie” to amerykańska książka autorstwa Stephana Chbosky’ego. W oryginale, została wydana w 1999 roku, zaś Polska premiera miała miejsce dopiero, na początku 2012 roku. Ta 224 stronicowa książka jest zbiorem listów które tytułowy bohater wysyła do, bliżej nieokreślonego, przyjaciela. Akcja toczy się w latach 1991-1992.

Charlie jest uczniem pierwszej klasy liceum. Jest wrażliwym i inteligentnym chłopakiem, równocześnie jednak nieśmiałym i trochę zacofanym. Jest, jak to określa w książce, cichym obserwatorem. Na początku książki poznaje Sam i Patricka z którymi, od razu, się zaprzyjaźnia. Są oni przebojowymi nastolatkami. Często bywają na różnorakich imprezach i nie obcy im alkohol, papierosy czy narkotyki. Równocześnie są jednak mili i opiekuńczy w stosunku do Charliego. Nasz bohater, wkracza w całkowicie obcy mu, rozrywkowy świat. Stara się w nim odnaleźć, robiąc często głupie i nieprzemyślane rzeczy, z których później wyciąga konsekwencje. Charlie w fajny sposób ilustruje świat nastolatków, przedstawia pewne problemy i co ważne nie podsuwa nam gotowych opinii na kontrowersyjne tematy (np. narkotyków czy homoseksualizmu) tylko skłania do przemyśleń.

Książkę szybko się czyta, jest lekka i przyjemna. Tym którzy nie przypadają za tzw. „cegłami” przypadnie do gustu, ponieważ jest krótka. Oryginalna fabuła, dobrze napisane postacie i ciekawa akcja. Podobał mi się również sposób pisania. Początkowe listy są napisane dosyć chaotycznie, później styl się poprawia. Autor pokazuje nam w ten sposób, jak Charlie uczy się jak pisać o sobie i o swoich uczuciach. Podobało mi się również to, że bohater pisze bezpośrednio o sprawach, które krępują wiele ludzi. Nie owija w bawełnę. Co więcej mogę powiedzieć, że w trakcie czytania książki nagle odniosłam wrażenie, że Charlie piszę do mnie. Że ja jestem tym przyjacielem do którego pisze i wtedy naprawdę wciągnęłam się w fabułę, oraz przeżywałam wszystko razem z naszym nieśmiałym bohaterem.

Jak widać graficy nie przyłożyli się do projektu okładki. Nie dość że jest ponura i wstrętna, to jeszcze model, który pozował jako Charlie wygląda na 25 lat, a nie na ucznia pierwszej klasy liceum! W porównaniu do oryginalnej, amerykańskiej, okładki, która jest naprawdę dobrze wykonana (to ta obok;D), nasza to prawdziwy śmieć. Rzeczą, która również rzuca się w oczy, jest tłumaczenie tytułu. Angielskie „The perks of being a wallflower” zamienia się na polskie „Charlie”. Przyznam się wam, że ja nie wiedziałabym jak przełożyć ten tytuł tak, aby brzmiał dobrze, jednak tłumacze to fachowcy i mogliby podjąć się lepszej translacji. Chociaż w sumie lepsze już „Charlie” niż „Szalone przygody, młodego licealisty” ;), a jestem pewna że na czymś równie wyrafinowanym mogłoby się to skończyć.

Podsumowując jest to lektura którą z czystym sumienie mogę polecić zarówno chłopcom jak i dziewczynom, szczególnie w wieku gimnazjalnym czy licealnym.

Moja ocena 9/10.

Pozdrawiam was!

1 komentarz:

  1. Witaj! Świetna recenzja! Jednak ja postanowiłam jeszcze głębiej przeanalizować przekaz... Zapraszam do przeczytania mojej opinii :)
    http://recenzentki-ksiazkowe.blogspot.com/2013/05/charlie.html

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...